Śmiertelny postrzał naganiacza pod Gościnem. Myśliwy z Danii tłumaczy się przed sądem. "Myślałem. że to bezpieczne"

2026-04-10 10:24

W lasach w okolicach Gościna doszło do dramatycznego zdarzenia podczas zbiorowego polowania, w wyniku którego zginął 47-letni naganiacz. Przed Sądem Rejonowym w Kołobrzegu stanął duński myśliwy Henrik B., który odpiera zarzuty i przekonuje o pełnym bezpieczeństwie oddanego strzału.

Śmiertelny wypadek podczas polowania w Gościnie

Do tragedii doszło 10 listopada 2019 roku podczas zorganizowanego polowania, w którym brało udział szesnastu myśliwych z Danii. Wśród osób naganiających zwierzynę znajdował się 47-letni Andrzej K. pochodzący z powiatu kołobrzeskiego. Mężczyzna otrzymał postrzał prosto w klatkę piersiową i w wyniku poniesionych obrażeń zmarł na miejscu.

Śledczy skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko dwóm osobom. Duński myśliwy Henrik B. odpowiada za nieumyślne spowodowanie śmierci naganiacza, natomiast organizujący wydarzenie Mieczysław S. usłyszał zarzuty narażenia uczestników nagonki oraz osób z psami na utratę życia, a także współodpowiedzialności za tragiczny finał polowania.

Duński myśliwy Henrik B. składa wyjaśnienia i wspomina o rykoszecie

Oskarżony Duńczyk posiada ponad dwudziestoletni staż łowiecki. Z pomocą tłumacza przez przeszło sześćdziesiąt minut przedstawiał przed sądem swoją wersję wydarzeń. Mężczyzna kategorycznie zaprzeczał swojej winie i podkreślał ścisłe wykonywanie poleceń wydawanych przez organizatora. Z relacji obywatela Danii wynikało, w jakich okolicznościach pociągnął za spust.

– Stałem z bronią zwróconą ku górze, a Mietek powiedział trzy razy „strzelaj”. Złożyłem się do strzału. Jestem pewien, że strzeliłem w dzika – relacjonował.

Obcokrajowiec argumentował, że osoby z naganki znajdowały się w znacznej odległości, a do jego uszu nie docierały żadne krzyki. Dodatkowo zapewniał o doskonałej widoczności zwierzęcia, w które celował. Fakt trafienia człowieka w klatkę piersiową tłumaczył odbiciem się pocisku, czyli tak zwanym rykoszetem.

– To dla mnie bardzo ciężkie. Wiem, że rodzina straciła ojca. Byłem przekonany, że strzał jest bezpieczny – mówił, wyraźnie poruszony.

Organizator polowania Mieczysław S. odpiera zarzuty i obciąża kolegę

Zeznania Duńczyka spotkały się ze stanowczym sprzeciwem drugiego z oskarżonych. Mieczysław S. konsekwentnie podtrzymał swoje wcześniejsze słowa i całkowicie odrzucił argumentację zagranicznego gościa.

– Nie było tak, że Henrik nie wiedział, skąd będzie szła naganka. Wskazujemy kierunek. Naganka ma być głośna, nie ma czegoś takiego jak ciche pędzenie – mówił.

Polak uzupełnił swoje stanowisko informacją o ciągłym kontakcie radiowym z osobami płoszącymi zwierzynę. Podkreślił również, że cała trasa przemarszu naganiaczy była nieustannie kontrolowana przez lidera grupy.

Sąd przesłuchuje pierwszych świadków tragedii w kołobrzeskich lasach

Sąd wysłuchał już pierwszych osób mogących rzucić światło na sprawę. Na sali rozpraw stawił się między innymi Jan S., który pełnił funkcję szefa duńskiej ekipy łowieckiej. Mężczyzna ten uczestniczył w feralnym wydarzeniu, jednak w krytycznym momencie nie używał broni. Do jego obowiązków należało przede wszystkim pośredniczenie w komunikacji pomiędzy przyjezdnymi a polską stroną organizacyjną.

Długotrwałe śledztwo w sprawie śmierci Andrzeja K.

Postępowanie wyjaśniające okoliczności tego dramatu ciągnęło się przez ponad pięć i pół roku. Oficjalne zarzuty sformułowano w maju 2021 roku, jednak przesłuchanie Henrika B. odbyło się ze znacznym opóźnieniem ze względu na konieczność skorzystania z międzynarodowej pomocy prawnej. W międzyczasie konieczne było powtarzanie niektórych procedur, doszło również do zmiany prokuratora nadzorującego dochodzenie.

Oskarżonym o błędy na polowaniu grozi więzienie

Zarówno obywatel Danii, jak i polski organizator konsekwentnie nie przyznają się do popełnienia zarzucanych im czynów. Zgodnie z obowiązującymi przepisami za spowodowanie opisanych tragicznych skutków obu mężczyznom grozi kara pozbawienia wolności do pięciu lat.

Sonda
Czy popierasz polowania na zwierzęta?
Myśliwy zostawił w lesie 14-letniego syna, uciekając przed policją