Dwie spadochroniarki zginęły w Bałtyku. Organizator wciąż nie poniósł konsekwencji

Minęło siedem lat od tragicznego w skutkach skoku spadochronowego nad Bałtykiem, w wyniku którego śmierć poniosły dwie kobiety. Rodziny ofiar nadal nie doczekały się sprawiedliwości. Ze względu na zmianę składu sędziowskiego, proces Marka T., pilota i instruktora oskarżonego o zaniedbania, musiał wystartować od początku.

Spadochron
Autor: Aleksandra Budnik/ Shutterstock

Sędzia choruje. Sąd musi ruszyć z nowym procesem

Pierwotnie proces rozpoczął się w maju 2024 roku, a na jego czele stała sędzia Ewa Woźniak. Ostatnie spotkanie na sali rozpraw miało miejsce w sierpniu 2025 roku. Grudniowy termin został odwołany z powodu kłopotów zdrowotnych prowadzącej sprawę. Zmiana składu orzekającego wymusiła na sądzie powtórzenie wszystkich czynności od początku.

Po niemal 12 miesiącach proces wznowiono, a przewodniczy mu sędzia Sławomir Solnica. Pod koniec lipca po raz kolejny przesłuchano Marka T. Pilot, z 45-letnim stażem, podtrzymał swoje dotychczasowe stanowisko i odrzucił zarzuty prokuratury.

Pilot odpiera zarzuty. „Decyzje podejmowali w powietrzu”

Oskarżony instruktor tłumaczył, że to wykwalifikowani spadochroniarze ponoszą odpowiedzialność za swój sprzęt i to oni decydują o założeniu kamizelek ratunkowych. Marek T. zeznał, że przed tragicznym lotem przeprowadzono odprawę, podczas której sprawdzono warunki atmosferyczne i siłę wiatru. Prokuratura jednak podważa te słowa.

Według podejrzanego przyczyną dramatu mogły być błędy popełnione przez samych skoczków już w trakcie lotu. Zaznaczył, że dopełnił wszelkich starań, aby zapewnić im bezpieczeństwo, a cała sytuacja głęboko nim wstrząsnęła.

Instruktor widział wypadek. „Samolot odleciał zbyt daleko”

W środę przed sądem stanął świadek – tandem-pilot, który przez niemal dekadę pracował z oskarżonym. Mężczyzna śledził przebieg wydarzeń z ziemi.

Zeznał, że grupa miała ułożyć w powietrzu formację RW-4. Aby utrzymać odpowiednie tempo opadania i stworzyć figurę, dwie kobiety – Agnieszka i Anna – miały na sobie specjalne pasy z obciążeniem.

- W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że samolot może być daleko od brzegu. Miałem nadzieję, że zawróci. Ale wtedy skoczkowie wyskoczyli. Do końca nie było wiadomo, czy dolecą do plaży - relacjonował świadek.

Dwóch uczestników skoku wylądowało w płytkiej wodzie i samodzielnie dotarło na brzeg. Spadochroniarki wpadły do morza około 250 metrów od plaży.

Świadek natychmiast zadzwonił do żony oskarżonego z prośbą o wezwanie pomocy, informując, że skoczkowie znajdują się w wodzie. Na ratunek ruszyli spadochroniarze, którzy wylądowali wcześniej, jednak dopiero interwencja WOPR-u i Brzegowej Służby Ratownictwa przyniosła rezultat. Po około 20 minutach kobiety wyciągnięto z morza. Były nieprzytomne, a podjęta reanimacja nie przyniosła skutku.

Kolejni świadkowie przed sądem

Obrońcy Marka T. wnieśli o przesłuchanie trzech dodatkowych osób. Z kolei śledczy żądają zeznań dwóch ocalałych skoczków oraz specjalisty z zakresu wypadków lotniczych. Obydwie strony zgodziły się na to, by pozostałe zeznania zostały odczytane z akt.

Kolejne posiedzenie sądu zaplanowano na 21 października.

Tragiczny lot. Spadochroniarki wpadły do morza

Do koszmarnego wypadku doszło 5 sierpnia 2019 roku. Z lotniska Bagicz wystartowała Cessna z czwórką skoczków na pokładzie – dwiema kobietami w wieku 29 i 33 lat oraz dwoma mężczyznami w wieku 37 i 33 lat. Zgodnie z planem mieli utworzyć w powietrzu dwie formacje w kształcie gwiazdy, a następnie bezpiecznie wylądować na plaży.

Próba stworzenia drugiej figury zakończyła się niepowodzeniem. Spadochroniarzom nie udało się chwycić za ręce. Zdecydowali się otworzyć czasze na różnych wysokościach i w różnej odległości od lądu. Mężczyznom udało się wodować blisko brzegu, natomiast kobiety spadły około 200 metrów w głąb morza. Po 20-minutowej akcji ratunkowej wydobyto je bez oznak życia.

Marek T. oskarżony o zaniedbania. Grozi mu więzienie

Marek T. odpowiada przed sądem z wolnej stopy. Za nieumyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa grozi mu wyrok do 8 lat pozbawienia wolności. Po siedmiu latach od dramatu bliscy zmarłych kobiet nadal czekają na sprawiedliwość, podczas gdy sprawa znów toczy się od zera.

Sonda
Chciałbyś skoczyć ze spadochronem?
Desant spadochroniarzy na poligonie drawskim